O muzyku

DSC_0276 BMuzyka. Odkąd sięgam pamięcią, muzyka zawsze zajmowała istotne miejsce w moim życiu. Pierwsze dźwięki, których z upodobaniem słuchałam? Kołysanki, które na dobranoc śpiewała mi moja kochana mama. Śpiewała ciepłym i miłym głosem. To było naprawdę urzekające. Te same melodie śpiewałam potem moim córkom, zasypiając ze zmęczenia szybciej niż one. W domu rodzinnym rozbrzmiewały utwory takich wykonawców jak Czesław Niemen, Czerwone Gitary, Skaldowie i, wraz z upływem czasu, wszystko to, co nadawano w radiu. Ojca w domu nie było, niestety, ale miałam z nim kontakt. Jak na żeglarza przystało, lubił szanty oraz bluesa. Lubi zresztą do dziś.

Wcześniej jednak, zanim triumfalnie wyszłam za mąż, w szkole średniej, zauroczona muzyką hiszpańską i brzmieniem gitary, postanowiłam nauczyć się grać właśnie na gitarze. Najpierw ognisko muzyczne, potem średnia szkoła muzyczna. Poważnie odbiło się to na moich wynikach z matematyki. Głowę już wtedy miałam pełną marzeń i nut, a nie cyfr. W średniej szkole muzycznej po raz pierwszy zetknęłam się z młodymi muzykami jazzowymi, którzy grali inną muzykę, niż ta, jakiej słuchaliśmy z kolegami na przerwach w szkole (The Deep Purple, The Led Zeppelin, Jimi Hendrix, Santana) lub którą tańczyło się na dyskotekach. To było coś nowego. Choć te czasy to okres wzlotów i upadków, piękno harmonii jazzowej na zawsze zapadło mi w serce. Maciej Sikała i jego żona, Marzena, Mariusz Bogdanowicz, Marek Baranowski, Adam Wendt, Piotr Jankowski, Adam Czerwiński, Grzegorz Nagórski, Marek Górski, Mariusz Mackiewicz to osoby z którymi chodziło się na koncerty do studenckiego klubu „Kwadratowa” w Gdańsku-Wrzeszczu i słuchało jazzu, często w ich wykonaniu.

W tych „jazzowych okolicach” poznałam też mojego przyszłego męża. Potem popełniliśmy małżeństwo. Był to znamienny moment. Za jakiś czas, odkryliśmy, kto jest największym Geniuszem i Największym Artystą wszechczasów, któremu należy się uznanie. Ten artyzm, również w dziedzinie muzyki, widać w całym stworzonym wszechświecie.

20140826_194948

Rzuciłam muzykę i zajęłam się wychowaniem dwóch córek. Wychowanie ich uważam za największe osiągnięcie w mojej karierze.

Po drodze przytrafiły mi się, w poszukiwaniu zawodu, studia językowe, w wyniku czego podjęłam pracę jako anglistka. W międzyczasie w domu rozbrzmiewały utwory takich gitarzystów jak Path Metheny, George Benson, Lee Rittenour, John Scoffield, Stevie Ray Vaughan, Norman Brown i wielu, wielu innych, nie tylko jazowych, muzyków.

Powrót do muzykiyikrGenMT (1)

Nagle znowu zaczęłam grać.

I muzykować z młodzieżą w ogólniaku. Potem pierwsze próby nagrań. Pierwsze występy z sekcją rytmiczną poprzedzone były nocami nieprzespanymi z przejęcia. Wróciłam na trzy lata do gitary klasycznej. Ten okres na Akademii Muzycznej to okres ciekawych kontaktow muzycznych i niezliczonych koncertów muzyki zarówno tzw. poważnej jak i równie poważnej, jazzowej. Rodzina jeszcze mnie znosi, choć sądzę, że czasem z trudem. Mój pies Burek, (niestety już go nie ma) ćwiczył ze mną wszystkie utwory, które w czasie jego psiego życia grałam w domu. Jak sądzę, kochał mnie mimo wszystko i dawał temu wyraz. Nikt nie wita człowieka z takim entuzjazmem, jak jego własny pies. Moja mama cierpliwie tolerowała i toleruje wszystkie moje muzyczne wybryki.

Potrzeba chwili sprawiła, że nauczyłam się grać nie tylko na gitarze elektrycznej ale i basowej, a fascynacja instrumentami na tym się nie skończyła. Zawsze intrygowała mnie improwizacja i gra w sekcji rytmicznej. Poznaję życie i od tej strony.

Marzenia

20140826_195508

Muzyka nie może być i nie jest celem samym w sobie. Są ważniejsze cele.

Moim muzycznym, marzeniem, zaznaczam, jest współpraca z profesjonalnymi muzykami i takimi kontaktami jestem obecnie zainteresowana.

Byłoby mi bardzo miło, gdyby taką współpracę udało się nawiązać.

Tymczasem – zapraszam do posłuchania piosenek …